//////

admin

Efektownie, nie tylko smacznie

Po drugie, gniotąc całą porcję, robimy paskudny bałagan na tale­rzu a przecież kwalifikowany kucharz ułożył wszystkie części dania tak, żeby wyglądało efektownie, nie tylko smacznie. Powinniśmy go więc naśladować, żeby talerz nie wyglądał jak, za przeproszeniem, miska dla Azora. To przypomina mi mojego pudla (przebywa od daw­na zasłużenie w psim raju), który wyjmował ze swojego.dania znie: nawidzoną pietruszkę i układał na brzegu miski, zachowując pełną elegancji symetrię. Staram się nie być od niego, gorszy, przynajmniej na przyjęciu w ambasadzie. Ale nie idźmy za daleko.w takich porównaniach. Wystarczy, jeśli dostrzeżemy rozumowe uzasadnienie reguł dobrego wychowania, bo tylko takie zasługuje na kontynuację. Przecież nie mogło być tak w przeszłości, że ktoś pewną regułę wymyślił ni stąd, ni zowąd, a inni się temu podporządkowali. Jeśli „wymyślił”, to tylko w tym sensie, że chciał w ten sposób innym coś zakomunikować, coś ułatwić.

Życie łatwiejsze i przyjemniejsze dzięki savoirvivre

Po to istnieje savoirvivre, by życie uczynić łatwiejszym i przy­jemniejszym, a nie by zamienić je w katorgę. Słyszało się od naszych babć, jak należy uczyć dziewczynki eleganckiego siedzenia przy po­siłku. A więc, łokcie blisko ciała, broń Boże wspierać je o stół. Żeby to wyćwiczyć, babcie kazały wnuczkom’ trzymać pod pachami książ­ki. Gdy któraś zapomniała, książka z łomotem spadała pod stół i na­stępowało kolejne „kazanie”. Myślę, że taki obiad, choćby najbar­dziej wystawny, nie mógł jednak smakować, a cały ten dryl budził tylko milczącą nienawiść. Ale dość o babciach i ich metodach. Radzić tu powinniśmy, pa­trząc raczej w przyszłość. Róbmy to z głębokim przekonaniem,’że za sady kontaktowania się ludzi ze1 sobą,’takie czy inne, będą przecież konieczne. Chyba że ktoś wybierze los pustelnika.

Żadna to odwaga i żadna rewolucja

Żadna to odwaga i żadna rewolucja odrzucać to, co czas we wczorajszym obyczaju uczynił dla nas niezrozumiałym i niemądrym. A są takie sytuacje! Tak było zawsze: w miarę jak się zmieniało społe­czeństwo, zmieniały się (z opóźnieniem!) reguły zachowania. Załamy­wanie rąk, że i,upadają obyczaje”, wynika z nie dóść bystrej obser­wacji. Jeśli dzisiaj społeczne usytuowanie kobiety tak się zmieniło, jeśli postulaty równouprawnienia stały się oczywiste (co niekoniecz­nie znaczy, że są realizowane), to i zasady zachowania musżą być inne niż w czasach pani Dulskiej, gdy dla kobiet ważne były tylko: „kuchnia, dzieci i kościół”.

Moda na powitanie

Ostatnio są w modzie powitania z całuskami. Robi się to (bez, broń Boże, efektów akustycznych) następująco: kierujemy usta w kierun­ku ucha osoby spotkanej (i tym razem nie zwracając uwagi na wiek i płeć), ale bez przywierania wargami do czyjejś twarzy. Można to wy­ćwiczyć w domu na rodzinie, by bez nawoływań zatrzymać się w rozpę­dzie. Z podobnym rozmachem kierujemy się teraz ku drugiemu uchu. Pocałunki prawdziwe, oparte na doświadczeniach pokoleń ciotek, dziadków, szwagrów czy stryjów rezerwujemy dla tego właśnie kręgu osób z pewnością potrafią to docenić. Ważną umiejętnością jest dobór takiego stylu powitania, który zostanie dobrze przyjęty, bo przecież omawiany tu „styl hollywoodz­ki” nie jest jeszcze powszechny. Rywalizuje z nim także dość niedaw­no zaimportowany styl młodzieżowy, z owym lakonicznym „hej” i „halo”.

Przedstawiając się…

Wreszcie, przedstawiając, używamy banalnej formułki: „To pan Grzymisław Wiercipiętek (wskazujemy dyskretnym ruchem ręki, jeśli może być wątpliwość, o kogo chodzi), a to Jurek Poniedzielski”. Można mniej zobowiązująco: „Poznajcie się, panowie” i wtedy wolno już no­wemu popędzić do przodu z wyciągniętą ręką i bąknąć swoje nazwisko. Mówię o tym z ironią, bez nadziei, że owa niezręczność zaniknie. Z regu­ły bowiem nie słyszy się nazwiska nowej osoby, choćby dlatego, że obie strony z gorliwości mówią jednocześnie. Mała rzecz, a duży kłopot: ileż to razy ktoś później na uboczu szepcze nam do ucha: „Jak ten typ się nazywa?” Lepiej więc zawczasu to przewidzieć i ceremonię (trochę krę­pującą) nieco przedłużyć byleby wszyscy wiedzieli, kto jest kto.